SŁAWUŚ UNIATOWSKI- i love you!!;*
Oto kilka słów o Sławku Uniatowskim, czyli o moim ukochanym idolu. Wiem , że miałam napisać o koniach, ale mam jeszcze czas. zdążę. Ale poczytajcie sobie teraz o Sławeczku:
Urodziłem się w Toruniu 11 maja 1984 roku, gdzie mieszkam do dziś. Moja przygoda z muzyką zaczęła się w wieku lat pięciu, kiedy dostałem (z nieznanego źródła) swój pierwszy instrument - małe, czerwone pianinko. Słuchałem radia, a muzykę, którą słyszały moje uszy, przelewałem na ów instrument. I tak sobie grałem muzykę z radia, aż rodzice zauważyli mój talent. Zorganizowano mi lekcje fortepianu u koleżanki rodziców, gdzie długo nie zabawiłem, bo nie chciałem grać klasyki albo jej słuchać, byłem jednym wielkim, ośmioletnim indywiduałem, chciałem grać "muzykę z radia". I tak sobie grałem. Doszedłem do wniosku, że grać to pikuś, ale grać i śpiewać, to zdecydowanie coś ciekawszego i bardziej przykuwa uwagę słuchaczy. Znalazłem ogłoszenie w prasie: "...potrzebny klawiszowiec i wokalista, pilne...", więc jako trzynastolatek zgłosiłem się. Miałem dużą konkurencję, ale dostałem tę robotę. Miałem trzynaście lat, a chłopaki z zespołu kończyli już studia. Mój indywidualizm z czasem spowodował, że podziękowano mi za wspólpracę: "...to blues, a nie techno, czy "Tangerine Dream" (szacunek dla tego zespołu), za dużo brzmień syntetycznych..." - mówili. Zresztą współpraca nie przynosiła dochodu. Szybko przyjąłem do wiadomości, że blues (ten najpopulerniejszy, np. Nalepa) nie jest dla mnie, chcę czegoś nowego. Skupiłem się na jazzie i muzyce klubowej... Zacząłem komponować. Pisałem teksty piosenek. Wszystko, co "wyprodukowałem" pokazywałem ludziom, grając w toruńskich klubach. Kiedy miałem szesnaście lat zostałem zauważony przez grupkę zamożnych ludzi, którzy umożliwili mi granie w kilku ciekawych i dobrze opłacanych miejscach. Wygrywałem dużo konkursów (lokalne i wojewódzkie karaoke). I zostałem zauważony przez Sławka Cisielskiego, perkusistę grupy Republika, z którym gram do dziś w zespole instrumentalnym Kije. Największym moim osiągnięciem, a jednocześnie zaszczytem była możliwość zaśpiewania i zagrania z Leszkiem Możdżerem w klubie SPATiF, w Sopocie. Śpiewałem również z Adamem Nowakiem z zespoły Raz, Dwa Trzy, czy Jackiem Bończykiem i Mariuszem Lubomskim. Współpracowałem też z wieloma osobami, które coś znaczą na polskim rynku muzycznym. Całe swoje życie poświęciłem muzyce, tańcowi i ludziom, którzy zechcą mnie słuchać. Nie zamierzam robić niczego innego, oprócz grania, śpiewania i tańczenia. To jest moje życie i nie chcę go zmieniać. Zdecydowanie mogę powiedzieć, że jestem przykładem na to, że można zostać zdolnym pianistą, czy wokalistą bez czyjejkolwiek pomocy i jakże w dzisiejszych czasach potrzebnego "papierka". Do wszystkiego doszedłem sam (a nie było łatwo) i jestem z tego dumny. Ceniłem i cenię ludzi, których determinacja i dążenie do celu umożliwiła osiągnięcie szczytu. Teraz ja idę ich drogą... Chylę czoła przed Czesławem Niemenem, Andrzejem Zauchą i wielu innych muzykach, którym też nie było łatwo, a zyskali piękne życia przez swój talent. Chciałbym być taki jak Oni!
Jego foteczka( wwięcej nie wkleję, bo sobie zrobiłam bloga o nim!!)
Pozdrawiam wszystkich bez wyjątku!!!!!!!!!!!! Zapraszam Was na mojego nowego bloga o nim: www.slawek-uniatowski-i-ja.blog.onet.pl
Martyniu extra masz te blogi!! pozroowka;*;*
OdpowiedzUsuń