Smutna historia Krzysia. ;)
Na początek: przepraszam za te liczne zmiany na blogu, ale tak cudowałam, sprawdzałam możliwości bloga i wycudowałam o to, co teraz widzicie. Niech będzie tak jak jest. Uwielbiam zielony, więc szukałam idealnego kolorku. ;]
Po drugie: nie miałam czasu, weny, aby coś napisać. Wybaczcie.
"Miał 10 lat. Nazywał się Krzysio. Mieszkał na wsi. Miał siostrę i brata.
Był małym blondynkiem o wiecznym uśmiechu i żywych oczach.
W wolnych chwilach hasał sobie z Dżekim na łące, a potem hen do lasu na kamyk.
W ogromnych ilosciach pochłaniał jabłka i gruszki.
-Mniam- powiadał.
Chłopak jakich mało.
W niespodziewanej chwili w jego serduszku rozwinęła się miłość.
Nie do dziewczyny, o nie. Tylko do muzyki.
Zapragnął grać, pisać, tworzyć, słuchać jej całym sobą.
Gdzie by się nie onejrzał widział klucz wiolinowy i nuty.
I tak dostał od swojego tatusia akordeon.
Piekny, czerwony z bialusimi klawiszami.
Dotknął go, a po chwili całe podwórko rozpromieniło sie najpiękniejszymi barwami.
Nosiła za nim wielka wstęga melodii.
Poniosła go aż do Szkoły Muzycznej.
Jego przyjacielem został fortepian, wiolonczela i flet prosty.
Akordeon. Ach, akordeon, ach. Najważniejszy, bo pamiątka radości.
Mijały dni. Lat 12, 13, 14, 15, 16 miał.
W głowie zaczęło szumieć.
Zabawa, zabawa i jeszcze raz zabawa.
i...
Spotkał je. Brunetki, blondynki o zielonych oczach.
Czarownice, Złe Dziewczyny.
Zwiodły jego serce.
Muzyka poszła do kąta.
I więcej stamtąd nie wróciła."
ciąg dalszy już nie nastąpi.
Jak myślicie, zmarnował sobie życie?
Chcecie wiedzieć co teraz z nim się stało?
Mieszka na wsi, pracuje ciężko, nie ma żony ani dzieci. Zawalił Szkołę Muzyczną, stypendium, nie może już grać, bo jego palce się do tego nie nadają. Tatmte dziewczyny? Koleżanki ze sklepu. Żadna miłość. Ale były taką chwilą silną, że spędziły z pedestału (?) prawdziwe szczęście.
Coś, co było celem zycia. Coś, co wzynaczało granicę, ściężkę. Coś, co pokazywało kolor na niebie. Coś, co dawało skrzydła. Coś, co było ciepłe na oku. Coś, co uprzejmie pomagało.
Ja przeżywam coś podobnego. Kiedyś tańczyłam w zespole ludowym przez ładnych kilka lat. Przez jedna wizytę u lekarza, wszelkie plany legły w gruzach. Nie mogę już tańczyć oberka. Pławić się wbarwncyh sukienkach, pasiakach.. ;(
Pozdrawiam. Więcej nie napiszę, bo głowa mnie boli. Mam lekki wstrząs mózgu. [żadnego wspólczucia] Tak to jest jak szanowny kolega odsunie krzesełko a ty walniesz się w głowe o ławkę. Super.!
I specjalne buziaczki dla Gelusi ;* Kochana Twój uśmiech i Twój dobry humor wprawia mnie w radość. Hahaa xD I już nie długo zaczniemy kręcić nasz film: "Złudne marzenia małej nastolatki"
Ba.! Papciam. ;)
Kc. W. ;*
Hah, nareszcie pierwsza; )) Myślę, że zmarnował sobie życie. Tak jak napisałaś, że to było jego kolorem na niebie... A on wybrał coś innego. Ja Ci nie współczuję tego wstrząsu; (( Peter i tak dostanie; DD A tym zespołem się nie martw. Jeszcze Cię kiedyś w nim zobaczę tańczącą oberka; )) Pozdrawiam; ***
OdpowiedzUsuńhistoria smutna, bo chłopak zmarnował marzenia, które rosły w nim od dzieciństwa. teraz może jedynie żałować błędów. tak jak i ja żałuje słów, które wypowiedziałam i rzeczy które zrobiłam.ale czasu cofnąć sie nie da. trzymaj sie ciepło ;*
OdpowiedzUsuńto okropne. ale prawda w oczy kole. ja tak na bok odstawilam plastyke i nie skonczylam obrazu jednego ;-| no ale musialam zrezygnowac, bo nienadazalam w szkole ;-( pozdr. ;-*
OdpowiedzUsuńHa ha i bardzo dobrze ze ci sie humorek poprawil :D:D Dzisiaj smialysmy sie chyba jeszcze jak nigdy a film juz niebawem na ekranach ha ha :P:P tylko trzeba poinformowac tych co nam beda do tego potrzebni i pierwszy dzien zdjeciowy zacziemy :P:P a wiec do dziela BUZIOLKI :*:*
OdpowiedzUsuńCzy z tobą jest coś nie tak?
OdpowiedzUsuńI no jak to weny nie masz jak tu taka ładna i długa notka Tysiu;* Chociaż troche smutna się pod koniec zrobiła jak Krzysiu poznał dziewuszki;+ Ach.., Pozdrawiam*-:
OdpowiedzUsuńszczerze? wspaniała notka... trzymaj się Martyna
OdpowiedzUsuńa widzisz czasami tak bywa, chociaż zdrugiej strony sobie nie zmarnował.Ptr. dostanie. ode mnie ;p;* tęsknię za Toba. [chociaż mnie odwiedzasz?]
OdpowiedzUsuńzmarnował z własnej winy. utracił najwazniejsze. ;(nie da się, ale można sytuacje zaistniałe w przeszłości naprawić.. ;*trzymaj się ;*
OdpowiedzUsuńa może warto powrócić? chociaż tak dla siebie w domu porysowac. ja np. tak robię ;] właśnie pracuję nad konikiem ;];*
OdpowiedzUsuńtak. śmiałam się dzięki Tobie przez gg. ;-) ale tak mi humor poprawiłaś Słoneczko;* mua. czekam na nasz plan zdjęciowy... ;p
OdpowiedzUsuńhę? nie rozumiem.
OdpowiedzUsuńdzięki. widzisz jak to dziewuszki mogą namieszać;] nawet takie jak my hehehe ;*
OdpowiedzUsuńdzięki. ;* szkoda, że się nie przedstawiłaś ;-)
OdpowiedzUsuńOjej, jak ja tu dawno nie byłam... ;/ Ale widze ze zmieniłaś cos, szczególnie podoba mi się nagłowek :D:D:D:D Tak w ogóle to pięknie piszesz :):):):) Też bym tak chciala, ale niestety to niemożliwe :):) Pozdrawiam;*
OdpowiedzUsuń;-) ale co ty w ogóle gadasz trzeba wierzyć w siebie ;-) jestem pewna, że tak umiesz. ;*
OdpowiedzUsuńech Tysiu nie porównuj historii Krzysia do swojej, to inna sytuacja, on swój talent zaprzepaścił, sam zniszczył, Ty byc może pokrzywdzona przez los, ale pa,ietaj, wciąż pełna nadziei...i zdrowiej szybko, boli główka jescze?
OdpowiedzUsuńno fakt, ale czuje się tak jak on. bo nie mogę juz tańczyć, on grac. chociaż nie z własnej winy. boli i to jak. czasami tak bywa z żartów kolegi..;*
OdpowiedzUsuńpiękne opowiadanie tylko troche szkoda tego chłopaka ;( ;] u mnie nowa notka ;) pozdrawiam ;*
OdpowiedzUsuńracja. wpadne ;*
OdpowiedzUsuńnie chcialo mi sie teraz czytac twojej notki ale obicuje ze jutro przeczytam i ja skomentuje:)pzdr:*
OdpowiedzUsuńspOko. ;*
OdpowiedzUsuńJak to CIę nie odwiedzam?? Wczoraj byłam u Ciebie i byłam z Tobą na spacerku; )) Ja też za Tobą tęsknię Kasztanku; P ;***
OdpowiedzUsuńmoze i warto powrocic...ale nie ma czasu! w kolko tylko szkola, dom, szkola, dom! nawet w wekeend nie ma jak odpoczac bo w poniedzialek nastepny sprawdzian! ;-( pozdr. ;-*
OdpowiedzUsuńNoo, często słyszałem takie historie jak ta o tym Krzysiu. A mi net padł i pisze z kompa qmpla:/. No i pozdrówko, pa:)
OdpowiedzUsuńdziwna historia. czy ona wydarzyla sie naprawde? mysle ze twoje notki sa bardzo niezrozumiale ale podziwiam cie za wytrwalosc w prowadzeniu bloga! nareczki :)
OdpowiedzUsuńmam nadzieję, że kariera saksofonnisty nie skończy Ci sie tak łatwo ;-) busia ;*
OdpowiedzUsuńwydarzyła się naprawdę.te notki są tak skonstruowane, aby się w nie bardziej wgłebić. ;)buziak;*
OdpowiedzUsuńJest wielu ludzi marnujących swój talent, a niektórzy nie otrzymują talentu wcale, albo nie potrafią go odkryć...ja jak narazie nie odkryłam, ale nadal poszukuję;)
OdpowiedzUsuńO Dianuś masz talent. Ja wiem jaki ;p
OdpowiedzUsuńMnie to ta historia jakoś wcale nie wzrusza i nie wiem jak wy możecie się nią podniecać. Mam jedno pytanie: specjalnie, na pokaz robisz z siebie taką wrażliwą?
OdpowiedzUsuńnajbardziej wrzuszającą rzecza w tym blogu jest Twój komentarz ;) jestem taka na pokaz. ho ho ho.
OdpowiedzUsuńobie jestescie strasznie nie rozsadne :)
OdpowiedzUsuń? wow.
OdpowiedzUsuńnie ma łał, obie jestescie smieszne, jedną zal sciska a druga bezczelna :)
OdpowiedzUsuńZawsze znajdzie się ktoś, kto zniszcy nasze życie bądź plany na nie. A potem pozostaje już tylko płakać za tym co nie wróci...
OdpowiedzUsuńZmarnował sobie życie na właśne życzenia, i pewnie tego żałuje... Ale jeszcze ma szansę wszystko naprawić. może niekoniecznie z akordeonem i w szkole muzycznej, ale w jakiś inny sposób... zawsze jest coś, co moża zmienić na lepsze... Miłych masz kolegów;)
OdpowiedzUsuńcoś ty, to tylko wyrażanie opinii;D a bardziej: wymiana zdań... żadna bezczelność.. ;-)
OdpowiedzUsuńno tak. na szczęscie ja nie przezyłam jescze takiej sytuacji, ale zaczynam się bać, ze to może mnie spotkac, bo mam tyle planów.. ale to chyba zalezy od naszej silnej woli.. ;-);*
OdpowiedzUsuńale czy jemu się chce? ;] bardzo miłych, ptasie mleczko dostałam za to ;p
OdpowiedzUsuń