O wypadaniu. Ale nie włosów.
Kto by pomyślał... Ale tak, to prawda. Od jakiś 10 dni spadł mi kamień z serca. Stop.
To chyba złe wyrażenie, bo tak napisać bym mogła, gdybym na to czekała, a wręcz wyczekiwała, z potem na czole i z motylami w brzuchu ze stresu. A tak nie było. Więc nazwę to inaczej.
Pozwólcie, zrobię to jeszcze raz. A więc...
Z mojej głowy i z mojego serca wypadło momentalnie coś, co zakłócało mi wiele sfer mojego życia. Czy to było momentalnie, to pewnie nie. Ja tak to odczuwam. Tak jakby ktoś zabrał mi wreszcie to, co dawno powinno być zabrane: wszedł, stuknął i to wypadło i gdzieś zniknęło, że nawet nie chce mi się tego szukać.
Ile czasu musiało minąć, żeby tak się stało - kto to wie. Ja na dzień dzisiejszy mogę powiedzieć wszystkim, a szczególnie sobie, że z tego z tego emocjonalno-zwariowanego ronda wyszłam cało. Baa! Z zyskiem.
Jak to zrobiłam? W skrócie - przestawiłam sobie parę kwestii w głowie, dzięki kilku zwykłym rozmowom, refleksjom na temat tego, co straciłam, a co mogę zyskać, kilku tekstom w gazecie i... Przestałam wmawiać sobie, że tak zawsze musi być - czyli źle; skończyłam z zadręczaniem się i wspominaniem przeszłości. Skupiłam się na tym, co jest teraz - kim jestem dzięki przeszłości i planom na przyszłość. Zaczęłam też wierzyć w dobre zakończenie. W wytrwaniu pomogła mi modlitwa. To brzmi banalnie, ale zmiana nastawienia jest podstawą do jakichkolwiek zmian. Ha! I odnalezienie w sobie, czasami nawet na siłę, chęci - bo to fundament do tego, żeby coś z nas wreszcie wypadło.
Tego mogę życzyć każdemu z Was: żeby każdy Wasz węzeł został rozwiązany, bo nie ma nic lepszego na świecie niż konkretne, jasne, proste sytuacje. Nie dajcie sobie wmówić, że wtedy życie jest nudne i nieciekawe, bo to nieprawda. Męcząc się jakąś sytuacją, wpadamy w monotonię i często nie wykorzystujemy sytuacji, które nam się przydarzają.
A więc - do przodu! :) Niech wypada!
To chyba złe wyrażenie, bo tak napisać bym mogła, gdybym na to czekała, a wręcz wyczekiwała, z potem na czole i z motylami w brzuchu ze stresu. A tak nie było. Więc nazwę to inaczej.
Pozwólcie, zrobię to jeszcze raz. A więc...
Z mojej głowy i z mojego serca wypadło momentalnie coś, co zakłócało mi wiele sfer mojego życia. Czy to było momentalnie, to pewnie nie. Ja tak to odczuwam. Tak jakby ktoś zabrał mi wreszcie to, co dawno powinno być zabrane: wszedł, stuknął i to wypadło i gdzieś zniknęło, że nawet nie chce mi się tego szukać.
Ile czasu musiało minąć, żeby tak się stało - kto to wie. Ja na dzień dzisiejszy mogę powiedzieć wszystkim, a szczególnie sobie, że z tego z tego emocjonalno-zwariowanego ronda wyszłam cało. Baa! Z zyskiem.
Jak to zrobiłam? W skrócie - przestawiłam sobie parę kwestii w głowie, dzięki kilku zwykłym rozmowom, refleksjom na temat tego, co straciłam, a co mogę zyskać, kilku tekstom w gazecie i... Przestałam wmawiać sobie, że tak zawsze musi być - czyli źle; skończyłam z zadręczaniem się i wspominaniem przeszłości. Skupiłam się na tym, co jest teraz - kim jestem dzięki przeszłości i planom na przyszłość. Zaczęłam też wierzyć w dobre zakończenie. W wytrwaniu pomogła mi modlitwa. To brzmi banalnie, ale zmiana nastawienia jest podstawą do jakichkolwiek zmian. Ha! I odnalezienie w sobie, czasami nawet na siłę, chęci - bo to fundament do tego, żeby coś z nas wreszcie wypadło.
Tego mogę życzyć każdemu z Was: żeby każdy Wasz węzeł został rozwiązany, bo nie ma nic lepszego na świecie niż konkretne, jasne, proste sytuacje. Nie dajcie sobie wmówić, że wtedy życie jest nudne i nieciekawe, bo to nieprawda. Męcząc się jakąś sytuacją, wpadamy w monotonię i często nie wykorzystujemy sytuacji, które nam się przydarzają.
A więc - do przodu! :) Niech wypada!
Niestety to też prawda http://www.almoc.pl/img.php?id=3358
OdpowiedzUsuńhttp://www.almoc.pl/img.php?id=3351
OdpowiedzUsuńi niech cały świat zaczeka.. =)