Posty

O wypadaniu. Ale nie włosów.

Kto by pomyślał... Ale tak, to prawda. Od jakiś 10 dni spadł mi kamień z serca. Stop . To chyba złe wyrażenie, bo tak napisać bym mogła, gdybym na to czekała, a wręcz wyczekiwała, z potem na czole i z motylami w brzuchu ze stresu. A tak nie było. Więc nazwę to inaczej. Pozwólcie, zrobię to jeszcze raz. A więc... Z mojej głowy i z mojego serca wypadło momentalnie coś, co zakłócało mi wiele sfer mojego życia. Czy to było momentalnie, to pewnie nie. Ja tak to odczuwam. Tak jakby ktoś zabrał mi wreszcie to, co dawno powinno być zabrane: wszedł, stuknął i to wypadło i gdzieś zniknęło, że nawet nie chce mi się tego szukać. Ile czasu musiało minąć, żeby tak się stało - kto to wie. Ja na dzień dzisiejszy mogę powiedzieć wszystkim, a szczególnie sobie, że z tego z tego emocjonalno-zwariowanego ronda wyszłam cało. Baa! Z zyskiem. Jak to zrobiłam? W skrócie - przestawiłam sobie parę kwestii w głowie, dzięki kilku zwykłym rozmowom, refleksjom na temat tego, co straciłam, a co mogę zyskać, kilku ...

O tym, jak wygrywać z samym sobą

Wracając wczoraj do domu, zaczęłam zastanawiać się nad ostatnim rokiem i nad wieloma wydarzeniami, które doprowadziły mnie do tego punktu, w którym obecnie jestem. 2014 był... Jednym słowem emocjonujący. Nie chcę się zagłębiać w konkretne sytuacje, ale jak migają mi wszystkie przed oczami, takim całym ciągiem, to jestem z siebie naprawdę dumna. Nie przypadkowo czuję się silna. Ta siła przejawia się w różnych chwilach. Począwszy od zwykłego wstawania z łóżka, kiedy to nawet poduszka prosi cię - zostań ze mną , po trudne sytuacje życiowe, kiedy nie masz prawa wyboru, bo to los sam za ciebie decyduje. Były dni, kiedy zamykałam się w sobie i jedynie samotne wieczorne spacery pomagały mi odzyskać równowagę. Pamiętam też noce, kiedy wracały wspomnienia. Nie pozwalały mi spać do jakiejś 4, dopiero o tej godzinie sen zwyciężał. A raczej koszmar, który towarzyszył mi i czasami mam uczucie, że niejako stał się taką normalnością. Łatwo jest przywyknąć do trudnych chwil. Czasami nie warto jest w...

Krótki przepis na zmotywowanie się

Obraz
No to tym razem zmotywowałam się już tak, że przeprowadziłam gruntowne zmiany na blogu: nowy szablon, nowe widgety, nowy nagłówek . Dodałam też kilka kategorii, co pokazuje, że blog od teraz nie będzie tylko bezmyślnie pisanym pamiętnikiem. No cóż, teraz tylko wytrwać w postanowieniu i pisać , pisać, pisać . .. Zacznę od prostego pytania: jak się zmotywowałam? Prosty przepis: trochę wolnego czasu + trochę problemów osobistych + trochę blogów o motywacji, rozwoju osobistym i organizacji + trochę planowania + trochę opinii znajomych + trochę chęci . Oczywiście to tylko uproszczona wersja, którą w najbliższym czasie będę na bieżąco rozwijać. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że każdy z nas ma swój przepis na zmotywowanie się do działania. Ponadto każda dziedzina życia wymaga innej motywacji, innego podejścia. Motywowanie samego siebie to trudna rzecz. Codzienność przygniata i żadne słowa nie trafiają. Czasami lepiej jest leżeć bezczynnie na łóżku i patrzeć w TV czy przeglądać...

Generalnie nie jest źle..

Weszłam znowu przypadkiem na tego bloga i sentyment nie pozwala mi go skasować. Chyba zbyt wiele widział i zbyt wiele wie o mnie, kiedyś może jak zapomnę, to będę mogła tutaj odnaleźć to, co zgubiłam przez lata. Od kwietnia coś tam się wydarzyło. W wakacje pracowałam, więc na darmo nie marnowałam swojego czasu i myśli. Po raz kolejny Szlachetna Paczka zawojowała moje życie. I przyznam szczerze, że gdyby nie ten projekt, to nie wiem, czy byłabym tym samym człowiekiem. Paczka daje impuls do zmian i rodzinom, ale dała i mi. Chociaż ja z trudem zabieram się za zmienianie i naprawianie swojego życia. Ale chcę! Tak, wreszcie naprawdę chcę coś zmienić :) I zawalczyć. Czasami jeszcze się smucę, ale u mnie to chyba już normalne. Niestety źle znoszę ten fakt, że brakuje mi tego drugiego człowieka, źle wpływa na mnie świadomość, że na własne życzenie jestem od jakiegoś czasu w takim małym bagnie, z którego powoli wychodzę. Na dzień dzisiejszy czuję, że teraz będzie tylko lepiej i kolejny wpis będ...

10 kwietnia 2013r.

Niby tu już nie piszę, ale zaglądam. Poczułam, że dalej chcę tu pisać. Dla samej siebie, bo pisanie uspokaja, a ten blog.. Kurka wodna, tyle tu wspomnień. Zaczęłam od nowa wszystko czytać, jestem w trakcie 2008 roku. I jeszcze raz - kurka wodna! - ale brakuje mi tamtych dni, tamtych chwil, tamtych ludzi i tamtej mnie. To już nie wróci. Wszystko się zmieniło. Człowiek po raz setny musi zacząć wszystko od nowa, mimo że nie chce i nie ma już sił. Wydawało mi się, że wszystko mam na swoim miejscu, że zmieniłam trochę swój charakter, że przestałam być taką despotką. Niee. Gdzie? Ja? Taka już jestem, przyzwyczaiłam się. Rodzice się przyzwyczaili, siostra, przyjaciele.. Ja wcale nie jestem taka zła, nie jestem zimna, agresywna, wybuchowa, czepialska, marudna, wredna... Kurka... Tak bardzo chciałam kochać i być kochana. A po 29 stycznia nie potrafię już kochać. Nie potrafię kochać nikogo innego niż Jego. Moje serce zostało złamane już w taki sposób, że za nic w świecie go nie skleję. Głupio ta...

moje obietnice. Wesołych świąt :)

Nie wierzę w prognozy pogody, w męskie obietnice i swoje również. Każda obietnica kończy się prawie zawsze nie tym, czego chciałam i czego oczekiwali ode mnie innych. A najgorsze jest zawiedzenie samej siebie. Inni potrafią wybaczać, a ja samej sobie nie potrafię. I nic na to nie poradzę, niestety. Tak samo jak tej deszczowej pogody, tak nie zmienię siebie ani nigdy nie wybaczę sobie kilku rzeczy, które się wydarzyły w moim życiu. ... Czy ten wpis oznacza, że zagoszczę tu znów na dłużej? Postaram się, naprawdę tego chciałabym. WESOŁYCH ŚWIĄT! :)